powiedz gdzie jesteś mi...

Część 4. >> niedziela, 28 września 2008 14:07:39
Przepraszam, że tak długo.
:)


********************************


Lena wpatrywała się w lustro ze zrezygnacją. Przed chwilą umyła swoje idealnie proste włosy, a teraz sterczą na wszystkie strony. Przeklinając w myślach swoje bałaganiastwo szukała w szafce prostownicy, którą dawno temu dostała od swojej starszej kuzynki.
Przekopała dosłownie wszystko i zamiast prostownicy znalazła lokówkę. Zaklnęła na głos.
Przecież w tej fryzurze może ją poznać! Nie tylko on, ale i reszta.

Nałożyła na głowę czapkę z daszkiem, wzięła porfel i poszła w stronę windy. Modliła się tylko, by nie było go na dole. Nałożyła kaptur od swojej bluzy i wybiegła z windy potrącając kogoś przy recepcji. Rzuciła krótkie przepraszam i wybiegła z hotelu. Po jakiś 20 metrach zwolniła i szła już równym tempem. Jej oddech był jeszcze przyśpieszony, bo nie codziennie zdarzało się jej tak biegać.
- Cześć! - przed jej oczyma zobaczyła dużą dłoń. Przystanęła i uśmiechnęła się do Georga, który stał właśnie przed nią, a za nim jakiś ochroniarz - Co tam u ciebie? Gdzie się wybierasz? - zwracał się do niej jakby znał ją całe wieki. Jakby byli dobrymi znajomymi.
- Wszystko dobrze. Idę do fryzjera... - spojrzała na czubek swoich butów - podciąć końcówki - dodała patrząc już odważniej. To kłamanie chyba wejdzie jej w krew.
- Suuuper! Uwielbiam salony fryzjerskie! Mam czas to pójdę z tobą! - podał jakąś siatkę swojemu ochroniarzowi. Lena patrzyła się na niego zdezorientowana.
- Ale niee.. Nie trzeba. Naprawdę. Poradzę sobie sama! - postawiła stopę do przodu usiłując go wyminąć.
- Nie przyjmuję odmowy. Dotrzymam ci towarzystwa - poklepał ją po ramieniu - Możesz iść do hotelu. Ja za niedługo wrócę. Bliźniaki i tak mają teraz jakąś sesję - zwrócił się do mężczyzny w czarnym podkoszulku. Facet kiwnął głową i odrazu odszedł. Lena ruszyła wolno przed siebie histeryzując w myślach co teraz będzie.


- Tak, tak. Niech pani jej trochę podetnie końcówki. I może by jej zrobić kilka czerwonych pasemek? - stanął koło fryzjerki i wpatrywał się w mokre włosy Leny.
- Zwariowałeś? - patrzyła się na Georga z przerażeniem w oczach i wymówiła bezdźwięcznie poruszając tylko ustami - Ja poproszę tylko o wyprostowanie ich - dodała głośno do dziewczyny, która uśmiechała się pobłażliwie.
- Nie, nie! Proste masz na codzień. Chociaż przed chwilą takie jakieś powykręcane miałaś.Musiałaś źle spać. Może loki? - oparł ręce na biodrach - Tak! To strzał w dziesiątkę!
- To loki czy proste? - zadała pytanie lekko znudzona fryzjerka
- Proste!
- Loki!
Dziewczyna przewróciła oczami i odłożyła przyrządy na toaletkę.
- To może dojdźmy do kompromisu. Pani wyprostuje włosy, a później lekko podniesie. Okej?
- Dobra - Lena machnęła ręką. Wszystko tylko nie loki.

Burnetka siedziała na tym krześle i myślała, że zaraz zwariuje. Pośladki bolały ją, a wcale nie wyglądało, żeby robienie fryzury się kończyło.
Usłyszała dzwonienie komórki. Zorientowała się właśnie, że swoją zostawiła w pokoju. Georg odebrał.
- U fryzjera.... Nie, ja nic nie robię... Tak, wiem, że niedawno za bardzo ściąłem włosy... Nie, nic nie spieprzyłem.... Jestem tu z tą barmanką z hotelu.... Chciałem żeby miała loki, ale się uparła... Co?... a tak, wiem... No Lena... Dobra... To wracaj.. Pa! - odłożył słuchawkę i powrócił do czytania jakiegoś czasopisma.
Lena? Lena?! Co LENA?!


- Teraz jest perfekcyjnie! - krzyczał na całą ulicę dotykając jej włosów. Miała na głowie teraz coś a'la Bill Kaulitz tylko bez białych pasemek.
- Masz w sobie tyle energii co dziesięcioletnie dziecko z adhd - mruknęła próbując trochę przygładzić włosy.
- Potraktuję to jako komplement - wyszczerzył się do niej i zaczął śmiać. Lena po chwili rechotała razem z nim. Nie jej wina, że jego śmiech zawsze, ale to zawsze tak na nią działał.
Wpadli do recepcji i nogi same zaniosły ich w stronę baru.
- Nalej mi soku - poprosił ją Georg ocierając oczy z łez, które powstały od śmiechu. Do sali wpadł Tom.
- O boże. Coś ty z nią zrobił! - usiadł waląc łokciem Georga - Gdyby Bill ją zobaczył... Nie wiedziałem, że ma siostrę bliźniaczkę.
- Bardzo śmieszne Tom - skrzywiła się i podała sok Georgowi. Ten wybuchnął tym swoim końskim śmiechem. Lena natychmiast zaczęła się śmiać.
- Mam pomysł! Zróbmy sobie dziś imprezę w pokoju! - wykrzyknął nagle Georg.
- Dobry pomysł - poparł go Tom. Lena wpatrywała się w nich przez chwilę.
- Nie uważacie, że... to trochę za szybko? - zamrugała oczami.
- Przecież nie zapraszamy cię na orgię tylko na zwykłą bibę! - wstał z krzesła i odtańczył jakiś taniec radości.
Posiedzieli jeszcze chwilę, ale przerwał im Marcus, który wszedł do baru.
- Będę jak skończę pracę. Do zobaczenia - pomachała im. Wyszli.
- Lena.. Widzę, że zaprzyjaźniłaś się z panami z Tokio Hotel - zamrugał do niej oczami.
- Zaprzyjaźniłam to za dużo powiedziane - stwierdziła siadając na blacie koło zlewu jak to ostatnio miała w zwyczaju.
- Moja siostrzenica dałaby się za nich pokroić! A ty mówisz to tak spokojnie.. - układał butelki.
- Traktuję ich po prostu jak normalnych chłopaków - uśmiechnęła się na wspomnienie wczorajszego wieczoru w aucie Toma.


Nie mogła się już doczekać kiedy ostatni klient opuści salę. Zostali jeszcze tylko jacyś dwaj faceci.
- Nareszcie! - szepnęła do siebie chowając pieniądze do kasy. Zgasiła światła i pobiegła szybko do windy mówiąc do Kate "dobrej nocy". Pobiegła do swojego pokoju. Podkreśliła oczy kredką i wytuszowała rzęsy. Włosy troszkę jej opadły, więc była zadowolona. Spojrzała jeszcze na zegarek. Dochodziła 2 w nocy.
Szła korytarzem w stronę pokoju i wyrzucała sobie, że zapomniała się spytać do którego apartamentu ma przyjść. Postanowiła, że trafi po dźwiękach. Zapukała do drzwi gdzie było dosyć głośno. Otworzył jej Georg i wprowadził do środka.
- Co tak długo? - z balkonu wszedł Tom z papierosem w ręku.
- Bo jakimś facetom się zachciało siedzieć i pić koniak - skrzywiła się patrząc dookoła. Zorientowała się, że patrzy na nią Bill i Gustav.
- Jestem Nicole - uśmiechnęła się do nich serdecznie.
- Witaj w naszych skromnych progach Nicole! - czarnowłosy podszedł do niej na chwijących się nogach. Poczuła od niego woń alkoholu.
- No Mecky wydaje mi się, że twoja pora nadeszła - Gustav złapał go pod ramię.
- Ale ja nigdzie nie idę! Będę się bawić tu i teraz z ciemnowłosą pięknością o imieniu Nicole - stanął na palcach próbując wykonać piruet.
- Jesteś bardzo podobna do mojej znajomej - Lenę przeszedł dreszcz na słowa Gustava. Puścił Billa, a ten usiadł na łóżku wlewając w siebie kolejną porcję jakiegoś napoju alkoholowego.
Tom zaciągnął się dymem i odwrócił do nich tyłem. Czuła na sobie wzrok trójki pozostałych.
- Ty! Masz rację! Wykapana Lena! Loków brakuje tylko! - Bill dotknął jej włosów.
- Nie. No co wy! - Georg zaprzeczył i oworzył paczkę chipsów. - Lena miała troszkę więcej ciała. Większy biust i w ogóle... - spojrzał na klatkę piersiową Leny - Nicole.
- Nie macie lepszych tematów tylko Lena i Lena? - wypalił Tom. Chłopacy zamilknęli, a Lena oddychała głęboko. Zrobiła zdezorientowaną minę jakby w ogóle nie wiedziała o co chodzi.
- Bawmy się! - wrzasnął Georg przerywając krępującą ciszę i podgłośnił telewizor z którego płynęły właśnie bity Fergie - Party People. Zaczął dziwnie ruszać rękami i pośladkami. Bill wstał i również zaczął wykonywać jakiś dziwny taniec brzucha. Gustav uśmiechał się w stronę Leny, która siedziała teraz trochę spięta na fotelu. Nagle Georg pociągnął ją za ręce i zaczął okręcać wokół siebie. Zaczęła się śmiać. Jej taniec przypominał raczej jakieś wygłupy, ale nie przejmowała się tym teraz ostatnio. Piosenka się skończyła, więc usiadła na łożku, a Gustav podał jej schłodzoną colę.
Bill leżał na łóżku i chyba powoli zasypiał, bo Tom z Gustavem wzięli go ze sobą i odprowadzili do jego apartamentu.Po chwili wrócili i rozsiedli się wygodnie. Lena w tym czasie stała na balkonie z Georgem i słuchała jego wywodów na temat gwiazd na niebie.
Doszli do nich Tom i Gustav i także patrzyli się w niebo.
- Jutro mamy koncert? - Tom wyrzucił peta za balkon. Gustav skinął głową.
- Więc idę do siebie. Muszę się wyspać.. Dobranoc wszystkim! - blondyn wyszedł i po chwili słychać było trzaśnięcie drzwiami.

Leżeli w łożku we trójkę. Lena była na środku. Wszyscy się już wykąpali. Lena dostała jakieś spodnie dresowe Toma i podkoszulek Georga. Czuła się trochę dziwnie, ale lepsze to niż sama bielizna.
- Georg weź przesuń trochę dupsko - mruknęła cicho lekko się wiercąc.
- Gdzie , jak ja mam tu zaraz podłogę? - po pokoju rozległ się szept bruneta.
- Tooom. To ty się posuń trochę - wbiła swój łokieć w jego klatkę piersiową. Ten trochę się przesunął.
- Ale się dziwnie czuję... - po jakiś dziesięciu minutach Lena się odezwała.
- Czemu? - Georg wpatrywał się w sufit.
- Wiesz, nie miałam jeszcze sytuacji, że spałam z dwoma facetami w łóżku.
- Zawsze musi być ten pierw... - Georgowi nie dane było dokończyć.
- Przestańcie gadać i dajcie mi spać! - Tom przewrócił się plecami do nich. Zamilknęli.


Lena poczuła i usłyszała jakieś zamieszanie wkoło niej. Obrywała co chwilę czyimiś rękami, słyszała jakieś świsty, jęki. Uchyliła jedno oko. W pokoju było ciemno.
- Lena.. Lena! Nie rób tego! - usłyszała krzyk Toma. Odrazu się rozbudziła. Dotknęła jego czoła. Był rozpalony. Gorączka?
- Tom? - szepnęła do niego lekko potrząsając. Ten wił się jak owsika. Odwróciła się w drugą stronę. Georg spał jak dziecko na ziemi. Widocznie spadł chwilę temu.
- Tom! - krzyknęła trochę głośniej. Majaczył coś pod nosem. Zaczęła nim mocno potrząsać. Otworzył oczy. Był taki przestraszony.
- Lena.. Lenka.. Ja nie chciałem! Jesteś przy mnie, nawet nie wiesz jak się cieszę... - przytulił ją, a właściwie strasznie mocno ścisnął. Dziewczyna zacisnęła mocno oczy. Boże. To się musi skończyć!
- Tom to ja! Nicole! - próbowała wyswobodzić się z jego uścisku. Zamilkł i ją puścił.
- Przepraszam. Ja.. Ja myślałem, że.. że Lena wróciła. Ona.. O Boże.. Śniła mi się.. Że chce skoczyć.. Że chce się zabić. Nicole, to przeze mnie. Zraniłem ją... - mówił cicho, ale szybko. Lena wstała i podała mu szklankę zimnej wody.
- Już wszystko jest dobrze.. - ścisnęła jego dłoń - Musisz zacząć żyć od nowa, słyszysz? - spojrzała mu w oczy - Tom, rozumiesz? - dodała głośniej - Przestań o niej myśleć. Ona Cię... niszczy... - dodała prawie niesłyszalnie. Czuła taką gulę w gardle. Wiedziała, że jeśli coś jeszcze powie lub zrobi jakiś ruch to rozpłacze sie na dobre.
- Bądź przy mnie Nicole - szepnął.
- Będę. Kiedy tylko będziesz mnie potrzebował - powiedziała wolno. Ściskała materiał spodni dresowych. Dredziarz położył szklankę na szafce nocnej. Ułożył się na poduszce i splótł swoje palce z jej. Zasnął po jakiejś chwili. Lena wstała najciszej jak tylko potrafiła. Przebrała się w łazience w swoje ubrania, a ich zostawiła na wannie. Złapała jeszcze długopis i napisała pośpiesznie karteczkę z jej numerem telefonu, w razie gdyby była potrzebna i z podziękowaniami za ubrania.
Po chwili była już w swoim pokoju.
Czuła jak dosłownie rozbija się na milion szklanych kawałeczków, które wbijają się w jej aksamitną skórę.
Ale nie. To było lustro, a właściwie pozostałości z lustra. Nie mogła patrzeć na swoją twarz. Na swoje oczy, swoje odbicie. Z ręki płynęły stróżki krwi. Wyciągnęła paznokciami kawałki lustra i owinęła rękę białym ręcznikiem.



komentarze [10]

>> czwartek, 25 września 2008 19:59:25
witam.
chciałam poinformować moich najukochańszych czytelników, że w ten weekend powinnam dodać następną część
;d

niestety dotychczas nie było to możliwe..
przepraszam :(
komentarze [1]

Część 2 & część 3. >> niedziela, 31 sierpnia 2008 15:06:04
Część 2.


Mrużąc oczy zerknęła na wyświetlacz swojej komórki, która zawsze była pod jej poduszką. Była dwunasta w południe, jednak nadal nie chciało się jej wstawać. Patrzyła się w biały sufit i nie umiała określić stanu w jakim się znajduje.
Niby była szczęśliwa, że Tomowi na niej zależy, niby się cieszyła, że ją kocha i żałuje, ale z drugiej strony była wściekła na siebie za to jak kiedyś postąpiła.
To wszystko mogło się zupełnie inaczej potoczyć. Obydwoje mogli tworzyć szczęśliwą, może trochę niesforną parę.
Jednak słowo "mogli" wszystko zmienia. Mogli, bo już nie mogą. Na zawsze ona z wczoraj pozostanie dla niego Nicole. Zresztą... Przecież już się nie spotkają.

Odrzuciła w końcu z siebie pościel i poszła natychmiast ubrać się w swoje spodnie dresowe i jakiś podkoszulek. Zeszła po schodach mimo, że mieszkała na ostatnim piętrze czyli na 8. Erik jak zwykle wręczył jej talerz z jej ulubionymi rogalikami. Tylko on umiał je tak robić.
- Lena! Wszędzie cię szukałam! - do jadalni wpadła Lisa - Widziałam Billa! Tego z Tokio Hotel! Kojarzysz, nie? - wysapała i dosiadła się do stolika porywając z talerza jednego rogalika. Lisa nie wiedziała o tym, że Lena była kiedyś z gitarzystą TH. To Lena pominęła w opowiadaniu o sobie.
- Jasne, kojarzę. Taki czarny nastroszony - wykonała ruch rękami wokół swojej głowy.
- Fajniej wygląda na żywo niż w gazetach czy na teledyskach - Lisa przeżuwała wolno każdy kawałek rogalika.
- Wczoraj w barze był ten z dredami.. jak mu tam było... - udała, że się zastanawia.
- Tom!
- No własnie Tom - palnęła się w czoło - i ten w ciemych długich włosach..
- Georg!
- No tak, Georg - uśmiechnęła się do blondynki.
- O ja, ale wypas - cicho szepnęła jakby do siebie. Lena roześmiała się w myślach, kiedy wyobraziła sobie co by było gdyby Lisa wiedziała, że jej koleżanka z pracy była kiedyś z Tomem Kaulitzem.

- Ciekawe czy Tom przyprowadzi tu jakąś fankę - mruknęła zaaferowana Lisa, kiedy szły wspólnie pościelić apartamenty. Lena czasem pomagała jej, kiedy nie miała czegoś lepszego do roboty.
- Nigdy nic nie wiadomo - Lena otworzyła drzwi, które z wczoraj były jej doskonale znane. Uderzył ją zapach jego perfum zmieszanych z zapachem jego ulubionego mydła. Lisa odrazu podeszła do łóżka i zaczęła go ścielić. Lena natomiast poszła układać rzeczy w łazience. Później otworzyła na ościerz balkon by do pokoju wpadło świeże powietrze. Blondynka poszła po środki czystości. Brunetka podeszła w tym czasie do jego walizki. Poskładała spodnie i podkoszulki i zaczęła upychać je w jego wielkiej walizie. Nagle z bocznej kieszonki wysunęło się jakieś zdjęcie. Ona na nim była, z nim. Kucnęła i wzięła je do ręki. Na odwrocie fotografii było napisane: "Razem pokonamy wszystko. Zawsze." Pamiętała ten moment. Była wtedy szczęśliwa, on też. Zawsze starał się by na jej twarzy widoczny był uśmiech. Potrafił zrobić naprawdę wszystko. Natomiast ona gdy widziała jego uśmiech, jego białe zęby, błyszczące oczy zawsze chciało się jej żyć. Miała dla kogo. Widziała wreszcie sens.
- Co tam masz? - usłyszała głos Lisy. Natychmiast schowała zdjęcie do bocznej kieszeni.
- Nie, nic. Składałam te rzeczy - wstała. Poszła do apartamentu obok. Odrazu rozpoznała, że to pokój Gustava. Wszystko poukładane, walizka zapięta. Wygładziła pościel, która była juz pościelona zapewne przez blondyna i położyła na poduszcze paczuszkę z żelkami, które zawsze dawało się u nich w hotelu. Następny apartament należał do Georga. W łazience była prostownica, kołdra leżała na ziemi. Georg zapewne trochę zaspał i zerwał się z łózka. Zapomniał nawet włożyć swojego ulubionego zegarka, który teraz spokojnie spoczywał na szafce nocnej. Pościeliła łózko i skierowała się do apartamentu Billa. Tam panował wielki chaos. Na łóżku leżało kilka bluzek i kilka par spodni, na biurku biżuteria i kilka lakierów do włosów. W łazience na blacie leżał puder, kredka do oczu, prostownica, jakiś kremy, balsam do ciała, parfumy, leżało tu nawet kilka monet. Lena roześmiała się i wszystko zaczęła starannie układać. Później przeszła do pokoju. Tu zajęło jej trochę więcej czasu. Dała mu podwójną porcję żelków i zamknęła drzwi. Lisa też już kończyła. Dochodziła już 17, więc poszła do swojego pokoju, by się przebrać. Dziś założyła białą bluzkę na ramiączkach i granatową spódniczkę do kolan.

Szła już z którymś tam kolejnym rachunkiem do stolika. Dochodziła godzina 23, a ludzi było coraz mniej, więc cieszyła się, że dziś może skończy wcześniej. Umyła naczynia i zabrała się za polerowanie.
Po pół godzinie przy stoliku siedział ostatni gość. Lena siedziała za barem znudzona czekając aż wreszcie pójdzie. Jednak chyba mu się nie śpieszyło. Z nudów wyciągnęła komórkę i zaczęła grać w węża.
- Colę poproszę - z gry wyrwał ją głos dredziarza. Automatycznie odłożyła komórkę i zaczęła nalewać colę z butelki.
- Dziś bez alkoholu? - spytała zerkając na niego. Pokiwał twierdząco głową. Miała wrażenie, że traktuje ją jakby jej nie znał, jakby nie pamiętał nic z wczorajszego wieczoru. Usiadła i znów zaczęła grać w węża. Mężczyzna, który siedział przy stoliku podszedł do baru, położył na blacie 50 euro mówiąc, że reszta jest dla niej i opuścił pomieszczenie. Słychać było tylko radio. Tom popijał colę, a ona grała zawzięcie. Denerwowała się, bo wąż był już imponujących rozmiarów i nie chciała zobaczyć na ekranie "Game over".
- Marszczysz nos identycznie jak ona - z transu wyrwał ją Tom. Spojrzała na niego zaciskając usta. Świdrował ją spojrzeniem.
- Niemożliwe - roześmiała się trochę nerwowo w celu wyładowania atmosfery. Komórka zapikała oświadczając nieszczęsny "game over" - Kurde - rzuciła telefon na blat.
Dopił do końca colę.
- Dobranoc. - wstał kładąc na blacie 10 euro - Nicole - miała wrażenie, że daje na to słowo szczególny nacisk. Wyszedł i zostawił ją z tysięcoma myślami.
Rozszyfrował ją? Wie kim ona jest?
Przegryzła wargę chowając szklankę do szafki. Zgasiła światło. Przechodząc przez recepcję uśmiechnęła się do recepcjonistki Kate i za chwilę leżała w łóżku zamęczając się pytaniami i przypuszczeniami.


część 3.



Kończyła malować właśnie swoje oczy i leciała ubierać się w biegu. Przed chwilą dostała telefon od Marcusa, że ma być natychmiast w barze, bo sala została wynajęta dla kilkunastu ludzi, którzy mieli jakieś pilne sprawy do omówienia. Była godzina 15.
W kuchni porwała jakąś kanapkę i pobiegła na zaplecze. W sali faktycznie było już kilkanaście różnych osób. Kobiety ubrane w jakieś kostiumy, jedna była ubrana bardziej na luzie, mężczyźni w garniturach, ale kilku było w zwykłych podkoszulkach. Poprawiła jeszcze włosy i wyszła za bar wygładzając spódniczkę. Do ręki wzięła mały notesik i długopis i podeszła do mężczyzny siedzącego z boku. Zbierała zamówienia jeden po drugim. Z tego co dało się jej usłyszeć mowa była o jakimś supporcie, jakimś wywiadzie i studiu. Nie przysłuchiwała się dokładniej, bo musiała się skupić na zamówieniach.

Nalewała już ostatni sok pomarańczowy, gdy drzwi gwałtownie się zatrzasnęły. Aż podskoczyła. Do stolika sunęli Tom, Bill, Georg i Gustav w asyście Sakiego i jakiejś kobiety. Usiedli przy wielkim stole, który Marcus wcześniej musiał utworzyć ze stolików. Wzięła do drżących rąk tacę i zaczęła rozdawać napoje. Jej praca nie była aż tak idealna i prosta, bo musiała zapamiętywać kto, co chciał.
- Coś panom podać? - zerknęła na Billa, który oglądał menu.
- Sok grejfrutowy - złożył zamówienie odrazu Gustav.
- Dla mnie to samo - dodał Georg.
- Ja chcę mrożoną kawę - mruknął Bill ciągle studiując ciemnozieloną kartę - i tiramisu.
- Cola - uśmiechnęła się do niej blondynka, która siedziała między Tomem, a Davidem.
- To samo - nogi się pod nią ugięły kiedy usłyszała ton głosu Toma. Nic nie wyrażał. Powiedział to tak jakby mówił do ściany. Nawet na nią nie spojrzał. Odeszła natychmiast. Nalała to co miała nalać. Nałożyła ciasto, zrobiła kawę i poszła od razu w stronę chłopaków, którzy rozmawiali teraz o czymś zawzięcie. Chciała mieć to już za sobą, więc postawiła przed nimi najszybciej jak tylko potrafiła napoje i odeszła pośpiesznie. Obserwowała wszystkich zza lady. Omawiali jakieś rzeczy. Bill mial przejętą minę, Gustav jak zwykle odpływał gdzieś daleko, Georg rozwalał łyżeczką tiramisu Billa, a Tom rozmawiał o czymś z Davidem i blondynką.
Spuściła wzrok na swoje paznokcie.
- Ale nudy - podniosła głowę i ujrzała Georga. Popatrzyła na niego pytającym wzrokiem.
- No tam - wskazał palcem - nudy jak cholera.
- Takie życie - mruknęła.
- Sugerujesz, że moje życie jest nudne? - natychmiast się ożywił.
- Nie, ni..- nie dał jej dokończyć.
- Wcale nie jest nudne. Ciągle coś się dzieje. Nowi ludzie, nowe miejsca, hale, hotele - zadumał się
- Czy ja coś mówię? - roześmiała się - Ja mam nudniejsze życie od was.
- Nie, wcale nie. Ty też codziennie widzisz nowych ludzi, co nie? - porwał paluszka ze szklanki, która stała na barze.
- No tak, ale po jakimś czasie się to staje monotonne. Jestem przecież w jednym miejscu - usłyszeli nawoływania Davida.
- Miałem tylko powiedzieć, że ten rachunek masz doliczyć do pokojów i tak dalej, ok? No to narazie - zsunął się z krzesła i poszedł za całą grupą. Lena poskładała szklanki i jak zwykle zabrała się za polerowanie. Georg też się zmienił. Jest bardziej bezpośredni, już nie wstydzi się tak jak kiedyś.


Do sali wszedł Marcus.
- Uratowałaś mi tyłek. Nie mogłem się nimi zająć, bo moja kochana Ellie wymyśliła sobie, że natychmiast i koniecznie musi mieć jakiś tam mikser i nie poradzi sobie beze mnie. Skaranie boskie z tą kobietą! - uniósł ręce ku górze.
- To po co z nią jesteś?
- Bo ją kocham - ułożył usta w dziubek i założył ręce na biodra.
- Miłość to jest głupia - mruknęła pod nosem Lena. Marcus wpatrywał się w nią chwilę.
- Masz jakiś problem z miłością?
- Nie - uśmiechnęła się - powiedziałam to tylko o tak - postawiła ostatnią szklankę na półce.
Ich rozmowę przerwało gwałtowne otwarcie szklanych drzwi. W ich stronę szedł zamaszystym krokiem Tom Kaulitz.
- Chodź, porywam cię! - uśmiechnął się do niej. Lena stała oniemiała ze ścierką w ręku - No już!
- Idź. Zajmę się barem - Marcus odebrał jej ścierką i popchnął lekko w stronę wyjścia.

- Ale o co chodzi? - szła prowadzona przez Toma oszołomiona.
- O nic. Chciałem spędzić z tobą trochę czasu. - odparł jak gdyby nigdy nic. Otworzył jej drzwi do czarnego Cadillaca, więc wsiadła posłusznie. Odpalił silnik i ruszyli.
- Ale popatrz jak ja jestem ubrana! Muszę się przebrać - patrzyła na drogę przed siebie.
- Jak chcesz to pójdziemy do sklepu i ci coś kupimy.
- Ty chyba zwariowałeś. Ja musze iść do baru. Mam pracę! - trzymała się kurczowo siedzenia obitego kremową skórą.
- Wyluzuj Nicole! Ten twój kolega z pracy cię puścił. Pozatym wolę cię bliżej poznać niż łazić z Georgem po ulicach Berlina w poszukiwaniu sex shopu - stanęli na światłach. Lena mimowolnie parsknęła śmiechem wyobrażając sobie Georga ganiającego po Berlinie. Tom uśmiechnął się do niej.

- Jesteś szalony Tom - patrzyła jak zamyka auto i prowadzi ją w stronę wejścia do centrum handlowego.
- Sama mówiłaś, że musisz się przebrać.
Odwiedzili jakiś sklep. Lena dawno nie była na zakupach... Oglądąła różne ciuchy, biżuterie, paski, buty. Tom chodził koło niej cierpliwie.
- No i podoba ci się coś? - spytał zerakając na zegarek - bo z tym tempem nie wyjdziemy stąd nawet o północy. Pokiwała przecząco głową.
- Kobiety - mruknął kręcąc głową i pociągnął ją za rękę do jakiegoś sklepu. Złapał do rąk odrazu jakieś spodnie, bluzki, nawet buty i pasek. Nim się oglądnęła już stała w przymierzalni, a koło niej wisiało pełno wieszaków. Tom czekał cierpliwie przy przymierzalni.
Złapała dżiansy dzwony i wciągnęła je na swoje szczupłe nogi. Do tego ubrała pomarańczową bluzkę. Odchyliła kotarę, Tom spojrzał i pokiwał przecząco głową. Przebierała się tak kilka razy. Ciągle coś mu nie pasowało "za luźne", "za wyzywające", " za obcisłe", "za ciotowate".
- Sam to wybierałeś. Gdybym to ja wybrała to odrazu byłoby idealne - wciskała na siebie kolejne spodnie.
- Tylko, że zanim ty byś je wybrała minęłaby cała noc i pół dnia - odsłoniła znów kotarę.
- Źle na tobie leży.
- Zwariuję! - warknęła, na co Tom się roześmiał.
- Już uwielbiam kiedy się złościsz - Lena minęła go. Złapała czarny top na ramiączkach i białe spodnie dresowe. Weszła spowrotem do przymierzalni i zaczęła kłaść na rękach Toma wszystkie wieszaki z ciuchami.
- Idź to odnieść - nakazała. Na początku patrzył na nią jak na nienormalną, ale zaraz poszedł do jakieś ekspedientki i jej to oddał. Lena wyszła z kabiny okręcając się wokół i podziwiając siebie w lustrze.
- No teraz to jest fantastycznie - Tom zaczął klaskać rękoma.
- Pana dziewczyna ma dobry gust - zaśmiała się ekspedientka. Lena chrząknęła znacząco i zniknęła za kotarą by się przebrać. Za chwilę byli już w aucie.
- Oddam ci za to kasę - mruknęła zapinając pas.
- To prezent odemnie. Przebieraj się! - nakazał.
- Gdzie?
- Z tyłu - przyśpieszył wyprzedzając jakieś auto.
- Ale nie podglądaj! - zagroziła mu palcem. Rzuciła siatkę do tyłu i wstała by tam przejść. Nagle auto zahamowało gwałtownie. Lena upadła uderzając się w głowę.
- Ała - syknęła siadając na siedzeniach - Zabiję cię Kaulitz! - dodała głośniej.
- Po nazwisku to po pysku Nicole! - dredziarz się roześmiał - Właśnie. Jak masz na nazwisko?
Lena zrobiła wielkie oczy i zaczęła intensywnie myśleć. Tak naprawdę nazywała się Lena Keller.
- Jestem Nicole Schultz - wypaliła i zsunęła z siebie spódniczkę.
- I jak ci idzie przebieranie? - odwrócił głowę w jej stronę. Siedziała w samym staniku i majtkach grzebiąc w siatce.
- Miałeś nie podglądać! - rzuciła w niego siatką. Tom uśmiechnął się do niej zawadiacko.
- Tom cholera nooo! - warknęła i rzuciła w niego spódniczką i bluzką. Dredziarz odwrócił się w stronę ulicy i skręcił w lewo.
- Tom - Lena powiedziała niepewnie - podasz mi tą siatkę? - chłopak rozglądnął się po aucie.
- Chyba masz pecha... siatka leży na ziemi koło twojego fotela. Nie dosięgnę tam... - mruknął próbując zaczapić palcami o reklamówkę.
- Uważaj na drogę! - krzyknęła Lena widząc, że jadą zygzakiem. Tom odrazu zapanował nad sytuacją.
- A moja bluzka i spódniczka gdzie jest?
- Pod moimi nogami.
- To ja mam jechać półnaga? - pisnęła.
- To przejdź tu i weź tą siatkę. - Lena wstała i postawiła nogę na siedzeniu pasażera. Zerknęła w bok i kiedy zauważyła zdziwioną minę faceta, który jechał obok nich to pisnęła i usiadła natychmiast na kolanach pochylając się by nie być widoczną.
- O faken shiten! - warknęła - Znam cię od dwóch dni, a już siedzę w twoim aucie półnaga! I w dodatku gapi się na mnie jakiś zbok!
- Kto? Ja?! Ja prowadzę przecież! Nie patrzę się już! - wypalił Tom.
- Nie ty tylko ten drugi obok nas! - Tom spojrzał na auto obok. Dodał gazu i zaraz go minął.
- Ubieraj się Nicole. Masz branie - dredziarz zaczął się śmiać. Lena zaczęła wciągać dresowe spodnie robiąc przy tym różne głupie, czasem seksowne pozy - Ty, on nas goni! Ale jazda! - Tom zerkał w lusterko. Lena dorwała szybko bluzkę i ją ubrała.
- Mówię ci, że to jakiś pedofil - mruknęła niezadowolona.
- Chyba mu w oko wpadłaś - poruszał do niej brwiami.
- Bardzo śmieszne.
Tom nic już się nie odezwał, bo był zajęty wyścigiem pomiędzy nim, a tamtym facetem. Lena podgłośniła radio i zaczęła cicho nucić.


- Tom, a gdzie mieszka twoja była dziewczyna? - spytała zajadając kolejną już porcję frytek z mc donalda. Stali na parkingu i jedli w aucie swoje zestawy.
- Tu w Berlinie - odparł. Pokiwała głową na znak, że rozumie - Chociaż teraz to już nie wiem.. Jej ojciec co chwilę gdzieś wyjeżdżał. Wtedy zostawała dla mnie, a teraz może pojechała z nim. Może być w każdym miejscu na świecie - dodał pijąc colę.
- Biedny jesteś... - westchnęła patrząc się na drzewa.
- Ejj.Przestań się mazać! - zanurzył palec w sosie majonezowym i dotknął jej nosa uśmiechając się do niej łagodnie.
- Świnia! - zrobiła to samo tylko, że na jego policzkach także była biała maź.
- I kto tu jest świnią, co? - popatrzył w lusterko i chcąc zdjąć majonez jeszcze bardziej go rozmazał. Lena zaczęła się z niego śmiać - Tyyy! - wycelował w nią palcem i zaczął gilgotać. Lena zaczęła się wiercić i śmiać wniebogłosy. Frytki spadły jej na wycieraczkę, a ona kopała tapicerkę swoimi nogami. Na szczęście miała na sobie skarpetki.
- Tooooom! Przestań - wykrztusiła trzymając się za brzuch. Ten jednak nie zamierzał rezygnować z gilgotania jej. A wręcz przeciwnie. Odłożył swoją kanapkę i gilgotał ją teraz obiema rękami. Lena nie widząc innego wyjścia otworzyła drzwi i wypadła z auta. Nim dredziarz się zorientował ona otwierała już jego drzwi. Widząc jej ruchliwe palce zaczął śmiesznie piszczeć, co Lenę jeszcze bardziej zachęciło do jej zamiarów. Zsunęła brutalnie bluzę z jego ramion i zaczęła gilgotać go po brzuchu.
- Teraz ja jestem górą! - ukazała mu swoje równe białe ząbki. Tom wyginał się na wszystkie strony wybuchając co chwilę nową salwą śmiechu.
- Wcale nie, bo ja! - wykrzyknął łapiąc ją wpół i kładąc na swoich kolanach. Lena kopała powietrze i krztusiła się ze śmiechu. Tom gilgotał ją po brzuchu cały czas obserwując bacznie jej twarz i uśmiechając się. Od dawna tak dobrze się nie bawił z jakąś dziewczyną. Ostatnią taką osobą była Lena.
Poczuł nagle, że jego zwinne palce dotykają ciepłego brzucha dziewczyny. Jego szalone gilgotanie przerodziło się raczej w czułe głaskanie. Lena co jakiś czas chichotała, jednak poczuł po chwili, że jej wszystkie mięśnie wyraźnie pulsują. Opierała głowę o skórzane siedzenie i miała zamknięte oczy.
Słychać było jej oddech i ciche nuty piosenki One Republic - Apologize z radia. Dredziarz miał wrażenie, że zaczyna brakować mu oddechu.
Patrzył w nią jak zaczarowany. Na jej szyję, brodę, przymknięte oczy i pół otwarte usta. Jej klatka piersiowa poruszała się równomiernie.
- Mam prawo do nowej miłości, prawda? - szepnął bezdźwięcznie. Lena twierdząco pokiwała wolno głową.
- Lepiej jeśli pojedziemy już do hotelu - brunetka podciągnęła się i zeskoczyła z kolan Toma. Zamknęła jego drzwi i stanęła na chwilę patrząc na swoje białe skarpetki. Miała ochotę się rozpłakać.
Tom natomiast zaciskał palce na kierownicy i patrzył się na jasny księżyc. Miał wrażenie, że zaraz zemdleje.
Dziewczyna wsiadła do auta. Zaczęła zbierać frytki z podłogi. Wszystko włożyła do jednej papierowej torby. Nie miała ochoty już na jedzenie.
Podgłośniła radio i oparła łokieć o drzwi w aucie. Tom jechał wolno.

- Dziękuje za wszystko. Dawno się tak nie uśmiałam. Chyba będę mieć zakwasy na brzuchu - zobaczył jej usta wygięte w uśmiechu.
- Ja też dziękuję. Dobranoc Nicole - powiedział i wyszedł z windy na 5 piętrze. Wrota windy się zamknęły, a ona pojechała jeszcze 3 piętra wyżej. Weszła do pokoju, otworzyła balkon, poszła do łazienki i przebrana i pachnąca położyła się w łóżku.
Chyba była szczęśliwa.



***********************
Wiem, że była spora przerwa. Przepraszam.
Jutro szkoła, ale myślę, że pogodzę wszystkie obowiązki z opowiadaniami.

PROSZĘ WSZYSTKICH TYCH, KTÓRZY CHCĄ BYĆ POWIADAMIANI O WPISANIE SIĘ DO KSIĘGI!
jeśli jeszcze tego nie zrobili :)
komentarze [14]

1 część. >> niedziela, 10 sierpnia 2008 21:39:10
Wiem, że są trochę niewyraźne literki, ale ten szablon idealnie po prostu pasuje.
Według mnie :)
Po jakimś czasie napewno go zmienię,
Pozdrawiam :)

***********************************


- Lenka - Marcus zwrócił się do dziewczyny napełniając kufel piwem - Muszę dziś wcześniej wyjść, więc zostawiam bar na twojej głowie, okej? - podał jej do ręki piwo.
- Okej - uśmiechnęła się i postawiła je na tacy. Marcus uśmiechnął się i zniknął za drzwiami. Lena nalała jeszcze coli i wzięła tacę do rąk. Często zostawała tak sama w barze, więc już nie sprawiało jej to żadnej trudności. Na początku bała się, że sobie nie poradzi, ale po kilku razach nauczyła się bardzo szybko obsługiwać klientów.
Podeszła do stolika dwóch mężczyzn, którzy palili papieros za papierosem i zapewno rozamawiali na temat interesów. Podała im napoje z wyuczonym już uśmiechem na twarzy i odeszła do następnego stolika z pytaniem, które zadawała kilkadziesiąc razy dziennie, czyli: "Co podać?".


Opadła zmęczona na łóżko. Dziś się wydłużyło, bo miała takich klientów, którzy siedzieli do trzeciej w nocy non stop popijając jakieś trunki. Nawet nie zdążyła wziąść prysznica, bo zasnęła.


Obudziło ją dobijanie się do drzwi. Zerknęła jednym okiem na zegarek: 10.18. Przetarła oczy i otworzyła drzwi. Przed nią stała Lisa - pokojówka. Miała blond włosy, które ledwo sięgały jej ramion. Lisa i Lena były koleżankami.
- Zrób mi tej swojej genialnej kawy, proszę cię - mruknęła odgarniając włosy z oczu.
- Już - Lena zniknęła w łazience i przebrała swoją spódniczkę, która była jej strojem w pracy na dresowe szare spodnie. Upięła włosy do góry i wyszła za Lisą zamykając drzwi na klucz.

Kończyła już parzyć pachnący czarny napój i podała mleko. Lisa opierała głowę na rękach i wpatrywała się w czarny blat.
- Coś ty taka zmęczona? - brunetka nalewała sobie soku pomarańczowego.
- Marcus kazał mi sprzątać chyba z 10 apartamentów na błysk i to natychmiast. Zadzwonił do mnie o 3 w nocy! - wypiła spory łyk kawy - Przed chwilą skończyłam.
Lena pokiwała głową na znak, że rozumie.
- Nawet mi nie powiedział o co chodzi! - powiedziała wymachując rękami. Dziewczyna wyglądała na wykończoną.
- Idziesz do domu?
- Tak. Dziś mnie szybciej zwolnił - Lisa uśmiechnęła się i dopiła do końca kawę - Idę spać, bo chyba zaraz zlecę na twarz. Kocham cię, paa! - ucałowała ją przez ladę i zniknęła za szklanymi drzwiami. Lena umyła szklanki i usiadła za barem wpatrując się w ulicę. Miała taką możliwość, bo ściany były szlane. O 18 znów tu stanie i znowu będzie obsługiwać masę jakiś ludzi.
Lubiła Lisę, ale czasem wydawała się dla niej zbyt szalona, ruchliwa. Lena taka kiedyś była, ale teraz żyła jakby spokojniej i wolniej. Rzadko wychodziła na zewnątrz, chyba, że na zakupy jakiś ubrań lub jeśli zabrakło czegoś za barem i natychmiast było potrzebne.
- Cześć Lena - przed nią wyrósł Erik który w tym hotelu był szefem kuchni - Głodna? Upiekłem pyszne rogaliki z ciasta francuskiego. Chodź! - polecił jej. Wstała i na samą myśl o cieplutkich rogalikach oblizała wargi.


- Mam tyle roboty dziś, jutro, pojutrze! - pięćdziesiątletni kucharz siekał właśnie cebulę. Dziewczyna siedziała na metalowym stole i zjadała trzeciego już rogalika.
- Wszyscy tak chyba, bo Lisa opowiadała mi, że Marcus kazał jej sprzątać ponad 10 apartamentów o 3 w nocy - powiedziała z pełną buzią.
- Tak, podobno dużo ważnych gości ma nas odwiedzić - wrzucił posiekaną cebulę na rozgrzany olej. Co jakiś czas do kuchni wchodziły kelnerki, by donieść wspaniałe jedzenie na szwedzki stół.
- Erik bekon się skończył - wpadła na chwilę jakaś szatynka i za chwilę już jej nie było.
- Lena weź z lodówki bekon, pokrój go na maszynce i podsmaż na oleju - rzucił Erik.
- Ale przecież nie umiem tego robić - spojrzała na niego przestraszonym wzrokiem.
- To się nauczysz - posłał jej uśmiech -No już! Bo zaraz się klienci wkurzą - pomachał nożem i zaczął kroić paprykę.
Lena stała już nad patelnią i co jakiś czas obracała plasterki bekonu. Po chwili zapełniła nimi całą misę. Kelnerka wpadła i zabrała ją. Momentalnie jakaś kobieta w białym fartuchu zabrała patelnię i poszła ją myć.
Za chwilę Lena była już w swoim pokoju, bo w kuchni było takie zamieszanie, że ona tam tylko przeszkadzała.


Układała właśnie swoje ubrania gdy do pokoju wpadł zdyszany Marcus.
- Ubierz się dziś jakoś ładniej i zrób coś z włosami. Mamy ważnych gości. Trzeba dobrze wypaść, bo nas prezes chyba zabije! - krzyknął i trzasnął drzwiamy lecąc gdzieś dalej. Dziewczyna spojrzała w swoje odbicie do lustra, a konkretnie na swoje włosy. Dotknęła ich i skrzywiła się.
Na serio ma niezadbane włosy?
I mówi jej to kolega z pracy? Cholera!
Złapała torebkę i wyszła z pokoju. Minęła recepcję i przeszła przez obrotowe drzwi. Po chwili uderzył ją hałas pojazdów i duszne powietrze.


Przebrała się właśnie w czarne rurki i białą bluzkę. Popryskała lakierem swoją nową fryzurę. Fryzjerka ścieniowała jej włosy przy twarzy i wyprostowała prostownicą. Lenie się podobało. Jej włosy zawsze były kręcone. Nie całe, ale na końcówkach.
Popryskała się jeszcze perfumami i wyszła z pokoju kierując się w stronę baru. Za nim stał już Marcus. Ubrany w garnitur polerował właśnie szklanki. W sali kilka stolików było zajętych.
- Marc jak ty męsko wyglądasz w tym garniaku - roześmiała się i spojrzała na kartki na których złożone były zamówienia.
- A ty jak kobieco w tych obcisłych spodniach. Mogłabyś mieć tylko trochę większy dekolt - mruknął, a po chwili obydwoje śmiali się z siebie serdecznie. Marc miał narzeczoną, ale czasem żartowali tak sobie z Leną.

Dochodziła godzina 22.W barze było przyciemnione światło. Lena nalewała do szklanki kolejne piwo, a do małego kieliszka wódkę. Postawiła na tacę i skierowała się w stronę stolika. Wróciła za bar i zaczęła nabijać na kasę rachunki. Po chwili wróciła już z pieniędzmi za napoje i z łącznie 50 euro napiwku.
Marcus podał jej karteczki, więc znów leciała podawać jakieś trunki.
Była już 23.40. Lena odpięła jeden guzik w bluzce, bo zaczęło robić jej się gorąco. Zabrała puste szklanki i wróciła za bar.
- Słuchaj. Ty zajmij się ludźmi, którzy siedzą tutaj przy barze, a ja będę obsługiwał stoliki - mruknął do niej Marcus. Pokiwała głową na zgodę i odwróciła się od zlewu, gdzie myła szklanki.
- Poproszę whiskey - usłyszała donośny głos, więc odrazu nalała i podała.
Po chwili wszyscy już mieli coś do picia, więc z nudów zaczęła nalewać napoje dla Marcusa.
- Wódkę z sokiem proszę - zamarła. Usłyszała znany jej doskonale głos. Zbyt znany.
- Jasne. Już się robi - mruknęła nie podnosząc głowy. Bała się. Podała kieliszek i odeszła dalej.
- Dla mnie będzie piwo - usłyszała głos basisty. Podała tym razem patrząc się przed siebie. Nie może przecież spieprzyć sobie roboty. Nie może zachowywać się dziwnie. Musi być normalna. Spojrzał na nią raz tak jak normalny klient. Nie poznał jej, uff...
Zerknęła na Toma, który jak zwykle siedział z papierosem w ręku w białej podkoszulce. Na blacie leżały Marlboro Gold. Kieliszek po wódce już dawno został opróżniony.
- Jeszcze raz? - złapała za kieliszek i zwróćiła się do niego. Pokiwał głową patrząc normalnie na nią. On też jej nie poznał. Poczuła ulgę. Jak dobrze, że ma proste włosy! Jak dobrze, że trochę schudła!
Dochodziła już 1 w nocy. W barze było coraz mniej ludzi. Marcus wyszedł jakieś 10 minut temu. Georg wyszedł jakieś pół godziny temu. Trzymał się całkiem dobrze na nogach. Tom opierał się łokciami o blat i wypalał już kolejnego papierosa. Lena na początku niezręcznie się czuła. Była na niego zła, znów miała ochotę mu wygarnąć, ale wiedziała, że nie może. Takim posunięciem może stracić pracę. Musi być miła, musi go traktować jak normalnego klienta.
Podała kobiecie resztę, która przed chwilą zapłaciła rachunek, gdy do baru podszedł David Jost. Lena polerowała szklanki, więc głowę miała skierowaną w dół.
- Tom zbieraj się już. Jutro macie wywiad i sesję. Nie możesz zarwać nocy.
- Daj mi spokój - warknął - Proszę czystą wódkę. Butelkę. - powiedział do niej. David odszedł ze zdawałoby się zmartwioną miną i przymknął drzwi. Lena wyciągnęła spod lady litrową butelkę. Tom otworzył ją i nalał do kieliszka przezroczysty napój.
- Macie tu papierosy? Bo mi się kończą - spytał wbijając w nią swój wzrok.
- Mamy, ale twoich ulub.. yy.. - zaczęła się jakąś. "jakich kurwa twoich ulubionych!" skarciła się w myślach - znaczy pana papierosów nie mamy - poprawiła się błyskawicznie.
- Tom jestem, a nie jakiś pan. Tak to mów do tamtego faceta co mi głowę zawracał - Lena cicho się roześmiała - Mogę iść do sklepu i kupić je pan.. yy tobie - odezwała się. Gdy klient miał jakąś zachciankę zawsze trzeba było się o to starać.
- Nie... Sam pójdę - wstał i oparł się o krzesło chwiejąc na nogach - Chyba jednak nie pójdę - mruknął klnąc siarczyście.
- Ja już idę - wzięła pieniądze z kasy i wybiegła z hotelu do najbliższego sklepu. Kupiła odrazu 10 paczek tych papierosów. Znali ją tam już i wiedzieli, że to dla hotelu, więc bez problemu jej sprzedawali. Podała Tomowi jedną paczkę, a resztę schowała pod ladą. Kiedy z nim była nie palił aż tak.
Po jakimś czasie Lena usiadła na blacie koło zlewu i oparła głowę przymykając oczy. Jakaś jedna para siedziała przy ścianie rozmawiając przyciszonymi głosami, a Tom siedział i słychać było tylko gdy się zaciągał i gdy wypuszczał dym z ust.
- Jesteś bardzo podobna do mojej byłej dziewczyny - Lena na te słowa zacisnęła oczy.
- Dlaczego? - nie podniosła głowy i nie otworzyła oczu. Z radia szło właśnie Silbermond - Durch die nacht.
- Lubiała tak siedzieć - wlał w siebie kojelną dawkę alkoholu - Pamiętam jak kiedyś siedziałem za nią, a ona narzekała, że nie mam aż tak twardej klatki piersiowej jak ściana ma ściana - roześmiał się, a Lena zaraz za nim. Po chwili następiło krępujące dla Leny milczenie.
- Brakuje mi jej - szepnął.
- Dlaczego nie jesteście razem? - spytała podnosząc już głowę. Tom opierał brodę na swoich rękach, które leżały na blacie i patrzył się na podłogę przed nim.
- Przez głupi artykuł w gazecie i zdjęcia - warknął zaciskając pięści.
- Pamiętam tą aferę.. - Lena mruknęła i popatrzyła na zewnątrz. Padał deszcz i ogólnie była zawierucha.
- Nie chciałem jej zdradzić. Uwielbiałem ją. Jej uśmiech, jej humory.. Nawet jak się złościła to tak śmiesznie marszczyła nos. Kochana była. Tylko, że BYŁA. Już jej nie ma. - zapalił znów papierosa.
- Napewno znajdziesz następną - usiłowała się do niego uśmiechnąć, ale z jej uśmiechu został chyba jakiś kwaśny grymas.
- Nie, ty nie rozumiesz. Takiej drugiej już nie ma. Od roku nie miałem żadnej dziewczyny! Ba! Nie miałem nawet laski na jedną noc.
Lena patrzyła na niego ze łzami w oczach, które przed chwilą do nich napłynęły. Mrugała co chwilę by się nie rozpłakać. Tego by nie chciała.
On kiedyś naprawdę ją kochał.
Kiedy patrzyła na niego kiedy tak cierpi miała ochotę podejść do niego i go przytulić, ale wie, że nie może.
On już nie jest jej, a ona nie jest jego. To się już dawno skończyło.
- A próbowałeś się z nią jakoś kontaktować?
- Zmieniła numer - mruknął opróżniając już do końca butelkę.
- To gorzej - rzuciła - Może jeszcze kiedyś się spotkacie...
- Łudzę się każdego dnia, kiedy wstaję. Mam jakieś popieprzone wizje, że nagle widzę ją, ona mnie, rzucamy się sobie w ramiona. Brat byłby dumny gdyby wiedział. To jest nienormalne. Zwariuję jeśli nie zmienię swojego życia. Ciągle koncerty, hotel, butelka, papieros, Lena. Plus sesje i wywiady - mruknął. Dziewczynie, kiedy usłyszała swoje imię wszystko wywróciło się w środku do góry nogami.
- Tęsknisz za nią? - wyszeptała cicho.
- Tęsknię i to cholernie! - przetarł oczy. Lena nalała mu jeszcze trochę wódki do kieliszka.
- Na koszt firmy.
Tom wypił odrazu i znów zapadło milczenie. W głowie Leny było teraz jakieś istne tsunami. Czuła się okropie z myślą, że przez nią Tom teraz tak cierpi. Miała pretensje, że nie zaufała mu drugi raz.
- Już trzecia - zerknął na zegarek u ręki - muszę iść.
Czarnowłosa pokiwała głową. Położył sto euro na blacie mrucząc, że reszty nie trzeba i usiłował wstać.
- Pomogę ci - Lena zeskoczyła z blatu i podbiegła do Toma. Złapała go w pasie, a on oparł ramię o jej plecy. Poczuła mrowienie. Zawsze to czuła, kiedy on jej dotykał.
- Dziękuję. Opiekujesz się mną tak jak ona - mruknął i zacisnął palce na jej ramieniu. Przymrużyła oczy. Tak bardzo chciała mu powiedzieć kim jest.
- W którym pokoju mieszkasz? - zadała mu pytanie, kiedy znaleźli się w windzie. Tom zaczął szperać dłonią po swoich obszernych kieszeniach.
- 520 - wyciągnął kartę magnetyczną z numerkiem. Lena wcisnęła przycisk "5" i pojechali. Ledwo dawała radę. Teraz ważył więcej od niej. Szli wolno zygzakiem przez korytarz. W końcu doszli do jego drzwi. Tom przeciągnął kartą w zamku i drzwi odrazu się otworzyły. Lena wprowadziła go do pokoju i pomogła położyć się na łóżku. Kiedy jego głowa znajdowała się już na białej pachnącej poduszce Lena przykryła go kołdrą. Czuła, że Tom wpatruje się w jej ruchy. Spojrzała na niego i ich spojrzenia się skrzyżowały. Poczuła gorąco.
- Masz jej oczy - wypuścił powietrze. Lena odwróciła wzrok i teraz była już na bank pewna, że jest cała czerwona. Podeszła i otworzyła szeroko okno.
- Muszę wracać zamknąć bar. Dobranoc Tom - wyłączyła światło i podążyła w kierunku drzwi.
- Zaczekaj! - usłyszała jego krzyk. Cofnęła się kilka kroków.
- Jak masz na imię? - patrzyła się w ciemność. Przełknęła ślinę. Co jeśli ją poznał?! Co ma powiedzieć?!
- Nicole - wypaliła pierwsze imię jakie przyszło jej na myśl. Tak miała na imię jej młodsza kuzynka.
- Dobranoc Nicole - powiedział. Usłyszała szelest pościeli i wyszła pośpiesznie z pokoju. Oparła się o ścianę w windzie i spojrzała na siebie w lustrze. Nie mógł jej poznać. Nie jest podobna. Ta fryzura ją bardzo zmieniła.



komentarze [16]

Prolog. >> czwartek, 7 sierpnia 2008 22:55:15
Postanowiłam pisać drugie opowiadanie.
Naszła mnie wena i zaczęłam pisać.
Myślałam o tym już od dawna i proszę.. :)
Czekam na słowa krytyki ;d
czy się podoba czy nie.

Osoby, które chcą być powiadamiane niech wpisują się do księgi! :)

******************************************************




Dzień jak codzień...
Ciemnowłosa dziewczyna, dość mocno opalona siedziała na łóżku i stukała paznokciami w klawiaturę swojego laptopa. Szukała jakiegoś taniego lotu do jakiegoś ciepłego kraju. Prawie wszystko co do tej pory znalazła przekraczało kwotę 500 euro, a tyle na pewno nie wyda na bilet. Nie teraz, kiedy mieszka i utrzymuje się sama.
Nie była biedna, ale po prostu szanowała każdy pieniądz. Kiedy była szansa by kupić coś taniej to zawsze szukała okazji. Tak nauczył ją jej tata.
Miała 17 lat. Jej rodzice byli po rozwodzie. W zasadzie straciła ich już dawno. Mieszakała z tata, ale ten ciągle zajęty swoimi sprawami firmowymi średnio się nią zajmował. Wolał robić rzeczy, które przynosiły zyski. Tak. Jej ojciec był pracoholikiem. Lena to wiedziała. Zawsze powtarzał jej, że musi sobie na wszystko zapracować, że musi zdobyć wykształcenie.
I zdobywała... Uczyła się bardzo dobrze, nie sprawiało jej to problemów. Jednak w końcu zaczęło jej się wszystko burzyć. Jej idealny porządek, który panował w jej małym świecie został gwałtownie i doszczętnie zniszczony.
Jak w życiu każdej nastolatki pojawiała się miłość, to właśnie tak było z nią. Zakochała się. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie fakt w kim się zakochała. Obiektem jej westchnień stał się chłopak o niepowtarzalnych czekoladowych oczach. Ta znajomość potoczyła się bardzo szybko. Poznali się na lotnisku. Oczywiście znała go już wcześniej. W końcu był rozpoznawalną osobą, a nawet bardzo w jej kraju. Wpadła mu w oko, więc poprosił o jej numer telefonu. Po jakimś miesiącu zadzwonił, że jest w jej mieście i mogą spędzić ten czas bardzo miło. Ona cieszyła się jak dziecko. Straciła już nadzieję , że pozna go dokładniej, a tu nagle telefon!
Był to dzień 5 lipiec 2007 roku w mieście Berlin..
Poznali się, spędzali ze sobą coraz więcej czasu, w końcu zostali parą.


- Piękna jesteś, wiesz?- pogładził jej policzek kciukiem. Uśmiechnęła się szeroko wpatrując w jego oczy.
- Ty nie jesteś gorszy... - stwierdziła zaczepnie.
- Skarbie, ja jestem boski! - wypiął dumnie swą pierś.
- Tak, tak, wiem. Piękny, męski, przystojny i seksowny - zaśmiała się ukazując swoje zęby, na których założony był aparat korygujący. Milcząc wpatrywał się w jej oczy, a palcami przytrzymał jej brodę.
- Kocham Cię moja mała... - szepnął wpatrując się w jej piwne tęczówki. Objął ja, a ona wtuliła się w jego podkoszulek.





Otarła łzę. Miała być mocna! Miała nie załamywać się z powodu jakiegoś popieprzonego Kaulitza! Potraktował ją jak jakąś istotę bez duszy i uczuć!
Tom Kaulitz rzucał słowa na wiatr. Obiecywał, że będą razem. Obiecywał, że ją kocha, że jest najważniejszą dziewczyną w jego życiu. Zakochała się w nim bez pamięci. Olała naukę, myślała tylko o nim. Kiedy musiał być w trasie leżała w łóżku płacząc, że jego nie ma. Ojciec był wściekły, nie wiedział co ma robić. W końcu cały swój wolny czas, który miał poświęcać jej spędzał także na pracy. Zdarzało się często, że nie wracał do domu na całe dnie i noce. Dzwonił, że albo jest w pracy, albo w restauracji, albo na drugiej stronie Niemiec. Przywykła, że wciąż jest sama.
Kiedy zobaczyła ten artykuł w gazecie nie mogła uwierzyć, że to prawda. Zdradził ją. Miał jakąś lafiryndę. Laska pierwsza klasa. Cyce rozmiar C, piękne białe równiótkie zęby wyglądające na sztuczne, 20 warstw tapety na twarzy i Kaulitz był happy.


- Jak mogłeś dupku! Jak mogłeś tak mnie oszukać!
- Co się stało Kochanie?
- Nie mów tak do mnie! Co to mają być za zdjęcia w Bildzie?! A ja ci zaufałam!
- Skarbie to fotomontaż... - mruknął cicho.
- Tak jasne! Bo ja mam mózg tej blondyny, który jest wielkości orzeszka i ci w to uwierzę! Koniec z nami. Nie chcę cię znać świnio!
- Ale niunia.... - wcisnęła czerwoną słuchawkę i rzuciła telefon za łóżko. Dzwonił przez dwa dni co jakiś czas, ale nie odbierała.



Była głupia, że mu wierzyła. Doskonale znała opinię, która wszędzie o nim krążyła. Tylko ona naiwna myślała, że naprawdę się zakochał!



Minął dokładnie rok. Był 5 lipiec 2008 roku.
Jej ojciec miał pieniądze, ale nie chciał jej dawać. Miała od niego tylko na jedzenie i rzeczy, które koniecznie musi mieć. Pół roku temu rzuciła szkołę i wtedy przestało jej zależeć na wykształceniu. Teraz wie, że popelniła błąd, ale nie może go już naprawić.
Szukała tego cholernego biletu na lot bo miała dość Berlina, który na każdym miejscu przypominał jej o nim, a wlaściwie o tym jak dała się oszukać. Wstydziła się tego. Najbardziej wściekła była na siebie, że była tak naiwna.

.
- Dlaczego dom nie jest posprzątany? Prosiłem cię o to rano, ale ty oczywiście wolisz gapić się w ekran laptopa, który zresztą jest za MOJE pieniadze - w drzwiach jej pokoju stanął mężczyzna w średnim wieku. Miał na sobie koszule i spodnie od garnituru, a w ręce trzymał krawat, który dopiero co był na jego szyi.
- Jutro posprzątam - odparła patrząc się jasny ekran.
- Nie. Zrobisz to jeszcze dziś. Natychmiast!
- Teraz jestem zajęta. - mruknęła pod nosem. Markus, bo tak na imię miał jej rodziciel podszedł do jej łóżka i zerknął na ekran.
- Bilety lotnicze? Wybierasz się gdzieś? Może zmądrzałaś wreszcie i pojedziesz skończyć szkołę lub do pracy? - kpiąco rzucił w jej stronę
- Chcę jechać na wakacje. Potrzebuję 1000 euro - dopiero teraz spojrzała w niebieskie oczy taty.
- Chcesz jechać na wakacje - proszę bardzo. Ale nie za moje pieniądze!
- A niby za czyje? - podniosła lewą brew do góry.
- To już mnie nie interesuje - odwrócił się na pięcie i zatrzasnął drzwi. W dziewczynie się zagotowało.

- A żebyś wiedział że pojadę.. - warknęła zaciskając zęby i do pierwszej lepszej walizki zaczęła wrzucać wszystkie swoje rzeczy. Bluzki, bluzy, spodnie, spodenki, spódniczki, buty, kosmetyczkę, ładowarkę do komórki, aparat. Wrzuciła nawet małego białego misia, którego dostała od Toma. Zabrała wszystkie oszczędności, spakowała laptopa. Stanęła w drzwiach i spojrzała prawdopodobnie ostatni raz na swój pokoj.Zgasiła światło, zbiegła na dół. Napisała jeszcze na kartce, że wyjeżdża i nie wie kiedy wróci. I tak on się nie będzie martwić. Wzięła ze stołu w kuchni sto euro które leżało i wyszła na zewnątrz. Uderzyła ją fala dusznego powietrza. Złapała taksówkę i pojechała na lotnisko. Kiedy zobaczyła tych wszystkich ludzi, przeważnie z rodzinami zaczynała tchórzyć. Już nie była taka pewna tego swojego wyjazdu. Usiadła na ławce i rozglądała się dookoła. Ludzie z roześmianymi twarzami pędzili by nie spóźnić się na samolot w jakieś ciepłe kraje, mężczyźni w garniturach, którzy zepewne lecieli do miasta w którym mają załatwiać jakieś interesy. Zdała sobie nagle sprawę, że nie miała nikogo do kogo mogłaby pojechać lub zwrócić się o pomoc. NIKOGO.




Dziś pracuje w hotelowym barze. Właściciel przyjął ją pod warunkiem, że będzie ciągle do dyspozycji. Zgodziła się od razu. Noclegi miała w hotelu darmowe, a jej wynagrodzenie wynosiło 500 euro na miesiąc. Dla nastolatki jest to duża kwota.
Wlaściwie to wyszło przypadkowo. Szła po centrum miasta ze wszystkimi swoimi tobołami. Na jednym z hoteli zauważyła kartkę informująca o naborze na stanowisko kelnerki lub barmanki. Weszła do środka i tam już została. Jej przełożony miał na imię Marcus. Z początku był bardzo oschły, ale w końcu coraz częściej rozmawiał z nią. Miał 35 lat. Miał śniadą skórę, ponieważ jego matka była hiszpanką, a ojciec niemcem. W Berlinie mieszka od urodzenia. O niej wiedział wszystko. Ufała mu. Był jedyna osobą na świecie do którego bez problemu mogłaby się zwrócić o pomoc.
Jej ojciec wiedział że pracuje, ale dzwoniła do niego może co dwa tygodnie.

komentarze [8]



Elite


endlosigkeitfuck-me-tomhotelowetokiostorylilsuxx

Clubs




Archiv


2008
sierpien (3)
wrzesień (2)